sobota, 15 lutego 2014

11. Hear me now, it's my time to talk.



-Cześć kochanie - powiedziała wchodząc do jego gabinetu. Zdjęła w przejściu buty i odetchnęła z ulgą.
-Jak w pracy? - zapytał podchodząc do niej i całując na przywitanie.
-Cholernie ciężko. Od rana miałam pełną sale. Ludzie wychodzili, bo nie mieli gdzie siąść żeby zjeść. Całe szczęście że kucharze się wyrabiali. Żałuje tylko że dziewczyny już pojechały - mruknęła z przekąsem, a on podniósł ją tak by mogła opleść swoimi nogami jego biodra. - Nik?
Jednak on nie odpowiedział, tylko posadził ją na biurku i zaczął rozpinać jej bluzkę ciągle całując. Nagle drzwi do gabinetu się otworzyły
-Oj, przepraszam - usłyszeli głos Marcela. Oderwali się od siebie. Zdenerwowany Niklaus szepnął coś pod nosem, po czym odwrócił się w stronę ochroniarza. Wystarczyło spojrzenie, a Mikaelson odwrócił się do ukochanej i powiedział że zaraz dokończą to, co zaczęli. Zaśmiała się głośno siadając na jego fotelu. Zaczęła się kręcić w kółko, aż nagle ręką strąciła plik zdjęć z wnęki w biurku. Zaczęła zbierać fotografie, aż w końcu natrafiła na jedną, przedstawiającą Nika, Marcela i... Jeremiego. Przerażona odwróciła fotografię "Afganistan 2006". Sapnęła zdziwiona. Wzięła do ręki kolejne fotografie i miała ochotę się rozpłakać. Jedna przedstawiała ją w Lonynie, w jej ulubionej restauracji, inne już tutaj w Los Angeles. Po chwili do ręki wzięła białą kartkę z napisem "Ona zginie. Przez Ciebie".  Przerażona chwyciła to wszystko i wybiegła z gabinetu prosto do swojego pokoju. Nie chciała wyjaśnień. Nie chciała wiedzieć dlaczego ktoś ją śledził. Dlaczego jej ojciec to wszystko zrobił. Wpakowała najpotrzebniejsze rzeczy do torby, i już po chwili była na parkingu podziemnym, i wyjeżdżała autem w stronę rezydencji Forbes. Chciała porozmawiać z Alfredem. Chciała mu to wszystko pokazać, a potem pojechać do ojca, i zapytać, dlaczego jej nie powiedział?! Był chory, i trzymał to wszystko na swojej głowie. I skąd do cholery jasnej Jeremy z Nikiem na jednym zdjęciu? Jeśli się znają, to oznacza że ojciec ją okłamywał. Że tak naprawdę w Londynie nie miała nigdy wolnej ręki.

-Tu będziesz mieszkała. Nie chciałaś być sama więc masz współlokatorów. Dwie dziewczyny i chłopaka. - powiedział ojciec gdy wchodzili do wielkiego apartamentu w samym środku Lodnynu. 
-Cześć, jestem Elena, a to mój brat - Jeremy i przyjaciółka Bonnie. 

Jeśli Elena jest siostrą Jeremiego to na pewno wie, że był jej ochroniarzem. Jedyna nadzieja w Bonnie. Wjechała na podjazd przed willą. Wbiegła po schodkach prowadzących do domu, i chciała wejść, kiedy nagle spostrzegła że są zamknięte. Zadzwoniła dzwonkiem i chwilę odczekała, zerkając w telefon, który dzwonił uż któryś raz z rzędu.
-Caroline - w drzwiach w końcu ktoś się pojawił. Spojrzała do góry i zamarła.
-Co ty tu robisz? - zapytała
-Jak dobrze że tu przyjechałaś. Już się bałem, że pojedziesz prosto do Londynu, dzwonił Nik i powiedział że już wiesz...
-Dlaczego nie jesteś w szpitalu? Przecież wczoraj byłeś w Atlancie... JEZU! - nagle zrozumiała. Nagła choroba ojca, przyjazd do Los Angeles i jej zamieszkanie z Mikaelsonem -  To TWOJA sprawka? Nie wierze. UDAWAŁEŚ CHOREGO?
-Żeby Cię chronić. Kochanie, on na Ciebie poluje!
-KTO?
-Zabójca twojej mamy. Muszę Cię ochronić! - krzyknął, a ona się przeraziła.
-Mogłeś zrobić to w inny sposób - powiedziała, wsiadając do auta i od razu ruszając w stronę lotniska. Gdy dojechała bała się tylko że nie będzie miejsc.
-Bilet, o Londynu. Last minute - powiedziała, gdy przyszła jej kolej.
-Mam jedno miejsce, w klasie turystycznej, ale jest zadziwiająco drogi bilet, wiec na last minute się nie... - nie zdążyła skończyć bo Caroline podała jej już kartę kredytową. Po odprawie siadła w samolocie, i mając jeszcze dziesięć minut wybrała numer do Diego - swojego szefa kuchni, instruując go co musi zrobić, bo jej przez trochę nie będzie. Po kilku godzinach mogła wreszcie rozprostować nogi na Londyńskiej odprawie.
-Bonnie?
-Cześć Caroline!
-Nieważne. Przyjedź sama do Grand hotelu. Same. Pod żadnym pozorem nie mów nic Jeremiemu ani Elenie. Rozumiesz?
-Ale o co...
-Przyjedź. - powiedziała, i wpakowała się do taksówki.

* * *

Gdy już weszła do swojego pokoju w hotelu, od razu złapała za telefon i napisała smsa Bonnie gdzie ma jej szukać. Po kilkunastu minutach w pomieszczeniu siedziały już we dwie.
-Ale co się stało?- zapytała, patrząc na Caroline trzymającą w ręku szklankę ze szkocką.
-Tata wymyślił sobie chorobę, bo ktoś mnie śledzi. Wyobrażasz sobie? A ja tak cholernie się bałam! Ale w tym wszystkim najlepsze jest to, że mieszkam z Mikaelsonem, bo ma mnie chronić. Wiesz że on był wojskowym?
-Nie..
-A że Jeremy był?
-Wiem.
-CO? - zdziwiła się blondynka, a po chwili do pomieszczenia wpadło rodzeństwo Gilbert.
-Caroline.. Posłuchaj. Mieliśmy Cię chronić
-Nie no, to pieprzony żart? - zapytała mając łzy w oczach. Jednym łykiem wypiła resztkę trunku
-Nie. Byłem w Afganistanie jako jeden z najmłodszych żołnierzy. Elena i ja zajeliśmy się ochroną sławnych ludzi, i gdy usłyszeliśmy o twojej sprawie... - mówił wciąż Jeremy, a blondynka usiadła z wrażenia. Jej przyjaciele.. Ukochane przez nią osoby, okłamywały ją. Wszyscy.
-Jak mogliście?
-Byłaś w niebezpieczeństwie. W pewnym momencie wszystko wymknęło się z pod kontroli.
-Nie mogę uwierzyć w to, ze mnie okłamywaliście.. Wyjdźcie stąd. Wszyscy.
-Nie możemy. Mamy Cię pilnować dopóki nie przyjedzie Nik, i nie wrócisz z nim do Stanów.
-Co proszę?

* * *

Siedziała na łóżku w sypialni w swoim starym apartamencie. To wszystko wydawało się jej być jakimś chorym snem. Czuła się jak w jakimś jebanym filmie. Nie wiedziała dokładnie co się dzieje, ale to wszystko było po prostu śmieszne. Po chwili do pokoju wszedł Nik. gdy go zobaczyła, poczuła ból w sercu. Skuliła nogi, i spojrzała w okno. Byleby tylko a niego nie zerknąć.
-Caroline.. Musisz wrócić ze mną do Ameryki. Możesz mnie nienawidzić. Ale błagam Cię, tu nie jestem w stanie Cię obronić.
-Jak mogłeś..
-Caroline.. Błagam.
-Dobrze. Ale wracam do domu. I nigdy więcej, się nie zobaczymy.
-C..co?
-Nie chcę mieć z Tobą NIC wspólnego. Rozumiesz? Nie chcę mieć w swoim życiu osoby, która potrafi tak kłamać. Prawie Ci uwierzyłam, że to wszystko jest na serio - powiedziała wstając z łóżka
-Ale ja nie kłamałem!
-NIE! To ja nie kłamałam! - wykrzyknęła po czym wyszła z mieszkania i od razu wsiadła do jego auta. Nie przejmowała się niczym. Ani podręcznym bagażem, ani pożegnaniem z "przyjaciółmi". Nie chciała ich wszystkich znać.

* * *

Stanął autem przed jej domem. Nie mógł zrozumieć, jak to wszystko mogło się tak skończyć? Całą podróż samolotem siedziała oddalona od niego o dwa miejsca, prosząc specjalnie jakąś starszą panią, czy może usiąść na jej miejscu, bo boi się wysokości i nie chce siedzieć przy oknie. Gdy weszła do jego auta, praktycznie przykleiła się do drzwi, zwiększając jak najbardziej dystans między nimi. I
teraz, gdy stanął na jej podjeździe, bez słowa wyszła z pojazdu i ruszyła do drzwi. Bez żadnego odzewu weszła do pomieszczenia i ruszyła po długich schodach do góry, w końcu znikając za zakrętem. Kiwnął głową do kilku ochroniarzy postawionych w różnych miejscach. Gdy Forbes dowiedział się o jej przyjeździe od razu podwoił ochronę, a Mikaelson od razu nakazał swoim ochroniarzom przyjechać i ją potroić. Zapukał do gabinetu staruszka.
-Dzień Dobry. Jest cała i zdrowa u siebie - powiedział zerkając na mężczyznę siedzącego na kanapie.
-Cieszę się. Jak to znosi?
-Nienawidzi nas wszystkich.

___________________________________________________________________

Się narobiło :)
Komentujcie :)

czwartek, 13 lutego 2014

10. Your love is bright as ever.



Siedziała w SWOJEJ restauracji. Nie mogła nadziwić się sobie i wszystkim swoim przyjaciołom i pracownikom, jak cudownie wyszło całe otwarcie. Brakowało jej tylko jednej osoby. Taty. Co po tym że zadzwonił z gratulacjami, a ona w zamian wysłała mu kilka zdjęć, skoro nie było osoby która by ją przytuliła i pocałowała w czoło. Spojrzała na Elenę pomagającą zamiatać podłogi jednej z kelnerek i Bonnie, która zliczała właśnie cała kasę i rozliczała kelnera. Zdziwiona rozejrzała się dookoła starając się dostrzec Mikaelsonów. Weszła do kuchni i uśmiechnęła się do siebie. Klaus, Elijah stali przy jednym ze stołów kuchennych na którym siedziała Rebbekah i polerowali szkło, co jakiś czas się śmiejąc z rozmowy.
-Nie musicie mi pomagać - powiedziała zakładając ręce na biodra, na co młodsza siostra Nika zeskoczyła ze stołu i uścisnęła mocno zdziwioną Forbes.
-Gratuluje! Jezu, jadłam przystawkę, obiad i deser. Umarłam. Jest pyszne! A te babeczki przy wejściu! Kto je piekł? - zasypała ją pochwałami
-Ja z Eleną. Zawsze lubiłyśmy to robić razem - uśmiechnęła się, na co Rebbekah spojrzała znacząco na Elijah.
-A więc Elena lubi piec. To chyba całkiem dobrze, co jeszcze się o niej dowiem?
-Bekkah... - zaczął najstarszy Mikaelson, jednak przerwało mu wejście do pomieszczenia uroczej brunetki.
-Tu jesteście! Puściłyśmy do domu wszystkie dziewczyny. I chyba będziemy zbierać się.
-Dokąd? - zdziwiła się Caroline. Z tego wszystkiego nawet nie zapytała gdzie się zatrzymały.
-Do nas - odpowiedział wcześniej nieco milczący Klaus, a Forbes spojrzała na niego zdezorientowana. - Mam wystarczająco pokoi, kochana.

* * * 

Siedziały we trzy przed telewizorem, jednak mimo tego że leciał ich ulubiony film, nie były wstanie się na nim skupić. Przed nimi leżało pięć katalogów z modą ślubną, i dwa z sukniami dla druhen.
-A ta? - zapytała Elena, widząc piękną suknię, wpadającą kolorem w róż.
-NIE! Nie ma mowy, nie ubierzesz mnie jak lalkę barbie - powiedziała czarna widząc kreację wybraną przez przyjaciółkę. Caroline mruknęła zrozpaczona. Nie miała siły siedzieć tu i oglądać sukienek. Zresztą,trwało to już ponad dwie godziny. 
-Może ta? - Elena nie dawała za wygraną pokazując kryształową suknię.
-Ładna, ale... nie to nie to. - mruknęła Bonnie po raz kolejny zanurzając nos w katalogu.
-Ta? - odezwała się Caroline, czując że ta na pewno nie spodoba się mulatce.
-Ładna - usłyszały brytyjski akcent, i wszystkie podskoczyły przerażone.
-Klaus! Chcesz nas zabić? - zapytała Elena, na co Nik spojrzał na nią przelotnie.
-Nie. Ale chciałbym się dowiedzieć czy pójdziecie w końcu spać. Już czwarta, a jutro z tego co wiem macie na dziewiątą do pracy. - mruknął, a one jęknęły. - Swoją drogą czy to Elie Saab? - Caroline spojrzała na okładkę magazynu i potwierdziła mu kiwając głową - to moja dobra znajoma. Jak potrzebujesz zjawiskowej sukni, to może ją dla Ciebie uszyć. Jest mi coś winna. - powiedział, a brunetka pisnęła z zachwytu
-NAPRAWDĘ? 
-Nie, na niby. Oczywiście że naprawdę. 

* * *

- Bardzo miło z twojej strony. - powiedziała blondynka stojąc pod swoją sypialnią. Dziewczyny już dawno były w łóżkach.
-Czy ja naprawdę odprowadziłem Cie do twojej sypialni? Co ze mnie za facet.. - mruknął, a ona zaśmiała się lekko, rozglądając się po korytarzu. Spostrzegła że wszystkie drzwi są zamknięte, więc podeszła do Mikalesona i pocałowała go długo. - Teraz na pewno Cię nie puszczę.
-Musiałbyś wyjść z pokoju zanim dziewczyny wstaną. - powiedziała czując jak chłopak zjeżdża pocałunkami na szyję.
-Mhm..

* * *

Obudził ją wrzask. Głośny, głuchy, wrzask. Spojrzała w kierunku drzwi z przerażeniem. We framudze stały obie, ubrane już przyjaciółki i piszczały podskakując wysoko. Rozejrzała się przerażona po pokoju, jednak nie zaobserwowała żadnych oznak nocnego pobytu Nika. Spojrzała zażenowana na przyjaciółki, które podbiegły i rzuciły się na łóżko blondynki. Dziewczyna dalej się nie odzywając, patrzała na nie starając się zrozumieć.
-Mogłaś nam powiedzieć! - krzyknęła Elena, przytulając ją do siebie.
-Ale co?
-No że ty, i Niklaus - dodała Bonnie klaszcząc w dłonie.
-Ale co?
-Widziałyśmy jak wychodzi z twojego pokoju koło szóstej rano - powiedziała konspiracyjnie szatynka.
-ALE ŻE CO?

* * *

Siedziały od trzydziestu minut w dość wystawnym holu domu mody Elie Saab. Gdy Klaus zadzwonił popołudniu mówiąc o umówionym spotkaniu, blondynka miała wrażenie że przyjaciółki się posikają z radości. I teraz siedziały, oglądając co jakiś czas suknie z wybiegu w katalogu Elie. Po chwili wyszła do nich kobieta, całując po kolei każdą z nich.
-Więc, która z was moje damy, jest cudowną Panną Młodą? - zapytała, a Elena pokiwała na Bonnie. - Och, mam dla Ciebie cudowną suknię. Z najnowszej kolekcji. Chodź.
Weszły do wielkiego, przeszklonego pomieszczenia. Po chwili znalazły się tam kolejne osoby, niosące wielki wieszak okryty pokrowcem. Blondynka zerknęła na Bennet która po chwili zniknęła za kotarą. Po dobrych piętnastu minutach pojawiła się przed nimi w CUDOWNEJ sukni. Wyglądała delikatnie, ale i kobieco.
-Jakie będą kolory kwiatów i ozdób?
-Beż. Ale taki ciemny, podchodzący do kawy z dużą ilością mleka - powiedziała mulatka, a kobieta zniknęła za drzwiami. Po chwili wróciła z kolejnymi dwoma pokrowcami. Po chwili ukazały się im dwie cudowne sukienki. Zdziwiona Caroline spojrzała na projektantkę.
-Ale, że to dla nas?
-No jak mniemam, będą dwie druhny - powiedziała, na co zdziwiona Panna Młoda pokiwała twierdząco głową, wzruszona. - Tak więc, kochane. Będę zaszczycona, jeśli ubierzecie te cuda na ślub, i wyślecie mi potem zdjęcia z uroczystości.

* * *

Wróciły do domu po dwudziestej trzeciej. Wszystkie trzy zmęczone, jakby przebiegły co najmniej dwa maratony z rzędu. Gdy wróciły po spotkaniu z Elie do restauracji, zobaczyły chaos. O ile kucharze radzili sobie idealnie, to kelnerzy nie wyrabiali z otwieraniem wina, zepsuł się otwieracz, a na dodatek zmywarka nie nadążała z myciem szkła do drinków i innych alkoholi. Gdy już wszystko ogarnęły, a pracownik obsługi w firmie która sprzedała jej wadliwy sprzęt, stwierdził że po prostu była źle nastawiona, ludzie zdążyli zjeść, i zadowoleni wyjść. Mimo tego, każda padła na kanapę w salonie. Caroline rozpaliła w kominku od razu zdejmując wysokie szpilki. Gdy zobaczyła bąble na stopach, pożałowała że nie zabrała do torebki balerin.
-Caroline, współczuje Ci.
-Czemu? - blondynka spojrzała na zamyśloną Elenę.
-Bo za dwa dni jedziemy. Co ty zrobisz z tym wszystkim sama?

* * * 

Usłyszał pukanie do drzwi. Szybkim ruchem schował pod blat biurka listy od oprawcy Caroline, po czym głośno wypowiedział "proszę".
-Cześć - w drzwiach ujrzał jej uśmiechniętą twarz. Serce mu się ścisnęło, czując jak jej bezpieczeństwo wymyka mu się z rąk. Mimo to, odwzajemnił uśmiech wstając.
-Dobry wieczór - położył dłonie na jej talii i skradł jej długi pocałunek. - Jak w pracy?
-W porządku. Możesz mi powiedzieć czemu Elie Saab nie chciała żadnej zapłaty za 3 kreacje z najnowszej kolekcji, której w sumie nawet jeszcze nie wypuściła na wybieg? - zapytała odsuwając się od niego i zakładając ręce pod piersi. Mężczyzna uśmiechnął się szerzej.
-No cóż, mówiłem że ma u mnie dług.
-Oj błagam Cię, Niklaus! Potrafimy za siebie zapłacić.
-Caroline Forbes. To nie jest prezent dla Ciebie, tylko dla Bonnie. - powiedział całując ją i wreszcie skutecznie zamykając. Po chwili podniósł ją i od razu skierował się do swojej sypialni. Gdy drzwi się za nim zamknęły, jej bluzka leżała w strzępach na podłodze, a on już dawno znajdywał się nad nią na łóżku. Nie zauważył w korytarzu mężczyzny stojącego w cieniu. Nie zauważył jego kpiącego uśmiechu.


_____________________________________________________

Flaki. Z podwójnym olejem.
Ale, następny będzie już okej. 
Chyba.

środa, 29 stycznia 2014

9. We are a secret, can't be exposed.



-Klaus? - zapytała odwracając się na usłyszane skrzypnięcie drzwi. Gdy nikt się nie odezwał, podeszła do okna, sprawdzając czy nikt nie kręci się koło jej wciąż zamkniętego lokalu. Zdziwiona wzruszyła ramionami. Za trzy dni miało odbyć się wielkie otwarcie. Uśmiechnęła się lekko, widząc kuchnię wyposażoną od "stóp do głów". Podeszła do piekarnika, sprawdzając czy pieczeń jest już gotowa, jednak czuła że potrzebne jest jeszcze około dziesięć minut. Przez kilka dni, ona i Klaus byli... nierozłączni. I co ją bardzo dziwiło, zaczęła przyzwyczajać się do tego, że on nagle podchodzi i całuje ją przelotnie, albo że przychodzi do niej do sypialni, i razem zasypiają. 
-Cześć - usłyszała jego głos przy uchu, przez co przestraszona, aż podskoczyła. 
-Chcesz mnie zabić? Czemu nie pokazałeś się wcześniej? - zapytała z wyrzutem przytulając się do niego lekko.
-Dopiero przyjechałem...
-Jasne, bo przecież to normalne że drzwi skrzypią gdy są zamknięte - mruknęła z ironią szatkując por. Mężczyzna zamyślił się, jednak, po chwili stanął za blondynką, przytulając się do jej pleców.
-Jak Ci minął dzień? - zapytał
-Mam już wszystko zapięte na ostatni guzik. Zaproszenia rozdane, towar zamówiony, kucharze i obsługa zatrudniony. Pojutrze spotykamy się na zebraniu, a w sobotę od rana gotujemy - uśmiechnęła się wykładając z piekarnika gorącą blachę.
-Jezu jak to cudownie pachnie - mruknął. - Wyjdź za mnie. - dodał po chwili patrząc z utęsknieniem na to jak kroi powoli schab. Nóż wyślizgnął się jej lekko z dłoni, jednak starając się nie pokazać po sobie, jak te słowa na nią wpłynęły, chwyciła go mocniej krojąc bez przerwy. 
-Tadam - powiedziała, gdy już skończyła. Zabrała ze stołu dwa talerze i ruszyła do specjalnie przygotowanego stolika - Weź wino! 

* * * 

-Boje się - szepnęła na dzień przed otwarciem, gdy leżeli na kanapie. 
-Ty? Chyba żartujesz. Caroline Forbes się czegoś boi... Chyba sobie to zapisze - powiedział śmiejąc się, a ona spojrzała na niego z wyrzutem.
-Ja nie żartuje. Jeszcze ten cholerny ślub Bonnie, i to że nie mogą przyjechać przez to z Londynu. No załamać się idzie - mruknęła wtulając głowę w jego szyję. Uśmiechnął się szyderczo, czując że dobrze zrobił dzwoniąc do dziewczyn, by zrobiły Pannie Forbes niespodziankę. Cóż, zawsze  lubił oglądać jej zszokowaną minę, a od pewnego czasu, po prostu nie udawało mu się jej zaskoczyć. Albo tak genialnie radziła sobie jako aktorka. Lekko zdziwiony poczuł jak blondynka wkłada mu zimną
dłoń pod bluzkę.
-Achh - mruknął z przekąsem, czując jak po jego ciele rozchodzą się ciarki i ból spowodowany nagłą zmianą temperatury.
-To za to że się ze mnie śmiejesz - powiedziała z satysfakcją.
-Jak może Ci być zimno? - zapytał ze zdziwieniem, czując że pod jego bluzkę wkrada się też druga dłoń.
-Nie jest. Zawsze mam zimne ręce. 
-Ponoć, jak ma się zimne ręce, to jest się dobrym w łóżku - powiedział z uśmiechem.
-Nie mi to oceniać - mruknęła kładąc się praktycznie na nim.
-Nie za wygodne Ci? - zapytał, gdy całe ciało blondynki znajdowało się już na nim.
-W sumie, mógłbyś być mniej kościsty. Utuczę Cię, póki jeszcze tu mieszkam.
-A co? Zamierzasz się wyprowadzić? - Jego mina lekko stężała.
-No raczej nie będę tu mieszkać już zawsze - spojrzała mu w oczy. Zakuło go serce. 
- I co gdy się wyprowadzisz, to nas już nie będzie? - zapytał
-Nas? - podniosła do góry jedną brew, a on myślał że spadnie z łóżka. W jednej sekundzie wstał, zrzucając z siebie Caroline.
-A to, to co? Udajesz że się do mnie przekonałaś, żeby zrobić mi przyjemność?- powiedział, po czym po prostu wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. 

* * *

Jak z takiej pozornie błahej rozmowy, mogła zrobić się tak wielka kłótnia? Uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
Nie chciała przecież, żeby zabrzmiało jakby udawała. Nie chciała żeby myślał że nic dla niej nie znaczy. Ale kiedy wyszedł, nie potrafiła krzyknąć za nim. Duma jej na to nie pozwalała. I takim o to sposobem, leżała w swojej sypialni, i od trzech godzin starała się zasnąć. Bezskutecznie. Przewróciła się po raz kolejny na lewy bok spoglądając w okno. Było jej źle. Bez niego. 

* * *

Obudził się gdy na niebie pokazały się pierwsze promienie słońca. Dalej był zdenerwowany. Jak ona mogła? W co ona gra? Odrzucił kołdrę, po czym wyszedł z łóżka ubierając się od razu w swój strój sportowy. Wyszedł z pokoju, i skierował się do pomieszczenia na końcu korytarza, w  którym to miał swoją prywatną siłownię. Po prawie półtorej godziny morderczego wręcz treningu opadł na matę, a pot spływał z jego twarzy tak, że nic nie widział. Jak na złość nie pomyślał żeby przed przyjściem zejść do kuchni po butelkę wody. Otarł podręcznym ręcznikiem twarz, po czym skierował się na dół. Otworzył lodówkę, po czym usłyszał za sobą głośne ziewanie. Odwrócił się, spoglądając na blondynkę, ubraną w czarną, satynową koszulę nocną z koronkowymi wstawkami. Jak zasypiasz przy mnie to się tak nie ubierasz - pomyślał z przekąsem. Dziewczyna na jego widok stanęła jak wyryta w ziemię. Przełknęła ślinę, patrząc jak sięga po butelkę z wodą mineralną i wypija prawie na raz pół butelki. Poczuła że kręci jej się w głowie z podniecenia. Bez słowa podeszła do lodówki mijając go stanowczo w zbyt małej odległości. Wyjęła potrzebne rzeczy do przygotowania omletu, po czym wyciągnęła patelnię ze specjalnej szafki w wyspie. Nie żeby nie lubiła kuchni Pani Jonas. Ale wolała wszystko zrobić sama. Gdy wstała spostrzegła że chłopaka nie ma już w kuchni. Odetchnęła z ulgą. Nie jej wina, że uwielbiała mężczyzn którzy trenują. Zaczęła przygotowywać śniadanie, a gdy już prawie kończyła usłyszała kroki za sobą. Odwróciła się, i po raz kolejny stanęła wryta. Czy on do cholery robi to specjalnie? - pomyślała, gdy zobaczyła Nika, ubranego jedynie w czarne, dresowe spodnie. NIC poza tym. Bo po co komu t-shirt - dodała w myślach odwracając się do patelni. Mikaelson podszedł do lodówki i wyciągnął z niej banana. Z blatu chwycił gazetę którą przyniosła Pani Jonas ze świeżym pieczywem, i usiadł przy wyspie kuchennej, na wysokim hokerze. Wyłożyła sobie jedzenie na talerz, specjalnie zostawiając drugą porcję na patelni. Usiadła włączając telewizor na przeciwległej ścianie. Nigdy nie jadła w kuchni. Ogólnie rzadko jadła śniadania. Włączyła jakiś poranny program, w którym to prowadzący zapowiadał właśnie jakiś występ muzyczny. Po pięciu minutach Niklaus wstał zrezygnowany z siedzenia, i dalej się do niej nie odzywając, i nawet na nią nie spoglądając wyszedł z pomieszczenia.

* * * 

-Królowa lodu - mruknął wychodząc z kuchni. Nie wiedział czy go usłyszała, czy nie, ale po chwili poczuł ból w plecach. Obejrzał się na dziewczynę, jednak ta niewzruszona siedziała nawet na niego nie zerkając. Spojrzał na wciąż turlające się po podłodze jabłko, które w "niewyjaśniony sposób" uderzyło w jego plecy. -To żart?
-Nazwij mnie jeszcze raz "Królową lodu" - powiedziała, wstając i podchodząc do niego - to inaczej pogadamy.
-Ach tak? - zapytał podnosząc jedną brew ku górze. Jego złość odparowała gdzieś nagle, gdy tylko blondynka podeszła do niego oddychając niespokojnie. Mimo tego że była od niego niższa o ponad dziesięć centymetrów, to zadarła wysoko głowę i spoglądała mu wyzywająco w oczy.
-Tak. - warknęła, a on uśmiechnął się kpiąco, na co ona aż sapnęła zdenerwowana uderzając go w klatkę piersiową. Zdziwiony odsunął się lekko, ale ona od razu rzuciła się na niego z powrotem. Był tak zszokowany, że nawet nie był w stanie odeprzeć jej ataków.
-To za to, że uważasz że udaje, - mówiła wciąż go okładając pięściami - To, za to że przyrównałeś mnie do Królowej lodu, to za to, że uważasz że NIC DO CIEBIE NIE CZUJĘ. - na te słowa mężczyzna stanął jak wryty i uśmiechnął się szeroko łapiąc ją za dłonie i przyciskając do ściany. Przez chwile starała się uwolnić, ale w końcu opadła z sił.
-Powtórz to.
-Co?
-Że coś do mnie czujesz - powiedział, a ona w końcu na niego spojrzała, przerażona. W końcu, widząc jego zaciętą i wyczekującą minę, mruknęła.
-No co? Przecież nie jestem bez serca. Też mogę się zakochać.. - mruknęła, na co on w końcu nie wytrzymał. Przycisnął ją swoim ciałem, a dłonie wplątał w jej długie, blond włosy. Niewiele myśląc wbił się w jej usta z żarliwością. Ostatni raz całowali się tak pod koniec wakacji w Londynie. Podniósł ją za pośladki i wciąż ją całując, wszedł po schodach do swojej sypialni. Rzucił ja na łóżko, wciąż całując.
-Klaus - szepnęła, gdy ten całował jej pełne piersi. W przeciągu sekundy, ich ubrania przestały im przeszkadzać. A oni złączyli się, po długiej przewie.

* * *

Obudziła się, gdy jego nie było już obok. Lekko zdziwiona i smutna wstała z łóżka. Po szybkim prysznicu wyszła do pokoju ubierając na siebie pierwsze lepsze ciuchy po czym wyszła z pokoju zbiegając ze schodów zadowolona. Spojrzała na zegarek i sapnęła zdziwiona. Była spóźniona już piętnaście minut. Szybko chwyciła torebkę i kluczyki wbiegając do windy. Pół godziny później była pod restauracją. Ku jej zdziwieniu nikogo nie było przed budynkiem. Siedząc w aucie przeszukała torebkę chcąc zdobyć klucze.
-Niech to szlag - walnęła głową w kierownicę, na co samochód odpowiedział jej głośnym klaksonem. Z całą pewnością ten dzień nie miał się tak zacząć. Po chwili oderwała głowę od skórzanej tapicerki, i spojrzała na wejście, w którym ku jej zdziwieniu stał ON. Wyszła z audi, kierując się w jego stronę.
-Ty chyba zawsze się będziesz spóźniać - powiedział całując ją na przywitanie. - Prawie wszystko gotowe.
Weszli do środka a ona zamarła w półkroku.
-ELENA? BONNIE?
__________________________________________________________________________


Jak tam wrażenia po 5x11?
Boje się tylko, że teraz Klaroline umrze śmiercią naturalną,
a Plec dotrzyma słowa i Klaus nie zobaczy się więcej z Caroline : (


Tymczasem zapraszam was na Mojego 2 bloga :)
Wasza, A.



środa, 22 stycznia 2014

8. There's a sound around this lonely house that's leaving me filled with fear...



Obudziła się w środku nocy. Od jakiegoś czasu zasypiała obok Mikalesona, i teraz gdy jego nie było przy niej, po prostu budziła się w nocy średnio co pół godziny. Spojrzała na zegarek wskazujący trzecią nad ranem. Westchnęła głośno ubierając na stopy puchowe baletki. Owijając się satynowym szlafrokiem wyszła z pokoju kierując się do kuchni. Schodząc ze schodów w cieniu zobaczyła postać mężczyzny w ciemnej piżamie
-Nik. Myślałam że śpisz - powiedziała, mężczyzna nie odpowiedział, tylko wyszedł z pomieszczenia. Zdziwiona skierowała się do kuchni, wzruszając lekko ramionami. Co mogła zrobić? Wczoraj, gdy się obudziła, już go nie było, a potem cały dzień jej unikał. Siedział do późna w pracy, a gdy wrócił, siedziała na kanapie oglądając film. Podszedł do niej, po czym całując lekko w czoło, powiedział że jest zmęczony i idzie spać. Cóż, było jej troche przykro, bo cały dzień siedziała w domu, rozmawiając z różnymi osobami przez telefon. A gdy dzwoniła do niego, zbywał ją tym że jest zajęty. To samo stało się gdy zadzwoniła do ojca. Chciała mu oznajmić że do niego przyjedzie, jednak ten tylko zbeształ ją za głupie pomysły i kazał siedzieć u Niklausa. Weszła do kuchni z głośnym westchnięciem, wyjęła kubek i zagotowała sobie trochę mleka w garnku, starając się stworzyć kakao. Do gotującego się już napoju wsypała kilka łyżek ciemnego proszku. Jej mama zawsze robiła jej wieczorem takie właśnie kakao. Na to wspomnienie pojawiły się w jej oczach łzy. Ostatnimi czasy bardzo często się jej śniła. Tak samo i dziś. Stała koło niej, i mówiła coś, ale mimo tego że naokoło panowała cisza, ona jej nie słyszała. W roztargnieniu trąciła rączkę garnka przez co cały płyn rozlał się po kuchni a garnek odbił się od ziemi z wielkim hukiem. Z coraz większymi łzami w oczach zabrała ręcznik papierowy i uklęknęła ścierając podłogę.
-Caroline? - usłyszała po chwili nad sobą głos Nika. Jednak nie odezwała się, ignorując go, i ścierając w zaparte kafelki - Mała... Co się stało?
-Teraz sie pytasz? Przed chwilą nie byłeś taki rozmowny. - warknęła spoglądając na niego. jej twarz w jednej sekundzie zmieniła się ze zdenerwowanej na przerażoną - Przed chwilą miałeś czarną piżamę - powiedziała patrząc na jego białą koszulkę i białe, długie spodnie.
-Przed chwilą? Byłaś u mnie w pokoju? - zapytał mając nadzieje że dziewczyna się pomyliła.
-Nie.. schodziłam ze schodów, i stałeś przy swoim gabinecie, ubrany na ciemno... Mówiłam do Ciebie. Nik? - dodała widząc jak mężczyzna wystrzela jak z procy do kamiennej wyspy na środku kuchni i przyciska jakiś przycisk pod ladą. Po chwili biegnie w stronę swojego gabinetu. Nie minęły dwie sekundy jak w pomieszczeniu pojawił się Marcel, a za nim jeszcze jeden ochroniarz, obydwoje w piżamach.
-Co się stało? - zapytał podnosząc dziewczynę.
-Nie wiem, Niklaus pobiegł do gabinetu.

* * *

Wszedł po cichu do swojego gabinetu. Zapalił światło, obserwując powoli czy coś się zmieniło. Wszystko jednak było na swoim miejscu. Nie czekając na ochroniarzy, podbiegł do biurka wyjmując broń. Rozejrzał się po pokoju, jednak nikogo w nim nie było. Spojrzał na biurko, i oniemiał.
 Na środku leżała kopera, zaadresowana do niego. Nie ubierając żadnych rękawiczek, ani nie przejmując się niczym rozerwał ją. Na białej kartce znajdował się napis, w tym samym stylu co w listach do Forbesa. "Niespodzianka". I tyle. Po chwili do pomieszczenia wszedł Marcel, a za nim Gustaw.
-Szefie...?
-Idziemy do waszego biura. Potrzebuje taśmy z dzisiejszej nocy. I dnia. Ktoś się tu włamał.

* * *

Oglądali już kolejną godzinę, i dalej nic. Była już piąta rano, a on nawet nie miał czasu iśc i zająć się lekko rozdygotaną Caroline. Wysłał do niej Gustawa, który najpierw dokładnie sprawdził cały jej pokój i łazienkę, a potem stał pod jej drzwiami. On z Marcelem siedzieli i sprawdzali taśmy po kolei, z każdego pomieszczenia. W końcu przyszedł czas na korytarze, i pokój Caroline. Lekko zmartwiony wpatrywał się w ekran. Jego serce zmarło, gdy zobaczył że przez korytarz przechodzi osoba ubrana cała na czarno, z czarną kominiarką na głowie. Lekko zdezorientowany, spostrzegł po chwili na sąsiednim ekranie, jak mężczyzna - co było doskonale widać po jego postawie - wszedł do sypialni blondynki. Zacisnął pięści widząc jak jego dłoń, okryta rękawiczką lekko dotyka jej nogi, i jedzie aż do kształtnej pupy.
-Chce nas sprowokować - powiedział, na co Marcel pokiwał twierdząco głową. Byli razem na wojnie, co sprawiło że był jego najbardziej zaufanym człowiekiem. Ochraniali się nawzajem, i był pewien, że nigdy się nie zawiodą. Po chwili mężczyzna wyszedł z pokoju, a dziewczyna jakby na zawołanie obudziła się. Nik wypuścił głośno powietrze gdy zobaczył że ubiera kapcie i wychodzi praktycznie zaraz po intruzie. Dziewczyna jakby przechodziła z jednego ekranu na drugi, zeszła po schodach, zatrzymując się przy ich końcu. Zaczęła rozmawiać z włamywaczem, jednak on, usunął się w bok i wyszedł z pomieszczenia.
-Cholera jasna. Podwajamy ochronę.

* * *

-Możesz iść odpocząć - powiedział do Gustawa, wchodząc do pokoju blondynki. Siedziała na łóżku, oparta o wezgłowie, z laptopem na kolanach. Gdy przeszedł przez framugę, zamknęła go, odkładając na szafkę nocną.
-Wyjaśnisz mi w końcu co się dzieje?
-Mieliśmy w domu intruza. Ukradł jakiś złoty dzbanek i sobie poszedł - skłamał, a ona pobladła.
-Jak to?
-Caroline, już go nie ma, i wierz mi na słowo. To się więcej nie powtórzy. - spojrzał na nią, jednak ona spoglądała w okno. Była blada jak ściana. Zrobiło mu się jej cholernie żal. Dopiero ostatnio zrozumiał jak to jest martwić się o kogoś. Kiedyś, nigdy nie czuł czegoś takiego. W domu zawsze było spokojnie, wesoło. A ona? Znalazła w sypialni swoją martwą mamę. A teraz była kolejnym celem jej zabójcy. Obszedł łóżko dookoła i usiadł obok niej, przyciągając ją do siebie tak, że teraz opierała się plecami o jego tors. - O czym myślisz?
-O wszystkim. Ostatnio ojciec dziwnie się zachowuje... Ty od wczoraj też. I jeszcze ten włamywacz. Moje życie było o stokroć łatwiejsze w Londynie.
-Nic Ci przy mnie nie grozi - szepnął w jej włosy. A ona odwróciła się do niego przodem, patrząc mu w oczy.
-Wiem. I dziękuję Ci za to.

* * *

Obudziła się czując promienie słoneczne na twarzy. Otworzyła oczy, po czym spostrzegła że jej ciało oplecione jest rękoma Nika. Uśmiechnęła się lekko. Nie wiedziała od czego to zależy, ale nie dość że jej podejście do niego zmieniło się o 180 stopni, to jeszcze dzięki niemu spała spokojnie, a jej snów nie nawiedzały koszmary. Spojrzała na zegarek, i spostrzegła że jest już grubo po dziesiątej.
-Nik? - szturchnęła go, a on w odwecie przycisnął ją jeszcze bliżej do siebie.- NIK! -  przestraszony mężczyzna praktycznie jak automat wyszedł z łóżka dosłownie stając w pionie.
-Jeju, Caroline!
-Nie powinieneś być w pracy? - zapytała, a on spojrzał na zegarek i zbladł
-CHOLERA JASNA! - wybiegł z pokoju jak burza. Dziewczyna zaśmiała się dość głośno wstając z łóżka nieco spokojniej od Mikaelsona i ruszyła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, włosy związała w wysokiego koka, ubrała się w krótkie jeansowe spodenki, bokserkę, a na wierzch narzuciła długi kardigan. Wychodząc z pokoju szarpnęła jeszcze grube podkolanówki które ściągnęła przed kolana. Wyszła z pokoju, po czym skierowała się do sypialni Nika. Zapukała cicho, po czym wsunęła głowę do pokoju. Tylko w łazience paliło się światło, więc weszła do pomieszczenia, a jej ukazał się widok który zaparł jej dech w piersi. Klaus stał przed szerokim lustrem, ubrany jedynie w czarne spodnie od garnituru.
-Caroline - odwrócił się widząc ją w odbiciu. - Coś się stało?
-Nie, chciałam Ci tylko życzyć miłego dnia w pracy - powiedziała, a on uśmiechnął się szeroko zapinając już ostatni guzik koszuli, tym samym chowając swój umięśniony brzuch. Zaczął zawiązywać krawat, a ona wyszła z łazienki, siadając na łóżku mężczyzny. Na sam koniec ubrał marynarkę i buty. Zmarszczyła brwi wstając cicho i podchodząc do niego. Niczego niespodziwający się Niklaus zamugał szybko widząc twarz blonydnki przed sobą. Dziewczyna z niewyraźnym wyrazem twarzy stała przed nim, wpatrując się w jego krawat, w końcu zdenerwowana podeszła bliżej i rozwiązała go, wiążąc po swojemu. Poprawiła kołnieżyk i spojrzała w jego oczy.
-Teraz lepiej - szepnęła, a on nie mógł oprzeć się pokusie, i sięgnął jej ust. Całował ją zachłannie, opierając ją o ścianę i schylając się nad nią. Rękoma jeździł po jej ciele, aż w końcu zakończył pocałunek, opierając swoją brodę o jej czoło i przytulając ją mocno do siebie. Oddychali nie spokojnie. Spojrzał jej w oczy, i uśmiechnął się do niej.
-Do zobaczenia - powiedział, całując ją w czoło i wychodząc, zostawiając samą w pokoju.

* * *

Siedziała w pokoju, dzwoniąc do kolejnego dostawcy ryb w mieście.
-Tak proszę pana. Dwa tygodnie. Tak? To super! Dobrze wiedzieć.  To proszę mnie zapisać. Tak. Pani Forbes. Okej. Super - powiedziała kończąc rozmowę. Wbiegła do pokoju, od razu zrzucając z siebie ciuchy i stając przed szafą.
W końcu ubrała się w jeansy z dziurami w niektórych miejscach, krótki, czarny top, a na siebie zarzuciła długi, czarny sweter. Na nogi włożyła czarne balerinki i chwyciła torebkę, do której wrzuciła portfel, okulary przeciwsłoneczne, telefon i dokumenty restauracji. Uśmiechnęła się do siebie, w ostatniej chwili rozpuszczając włosy.
-Wychodzę ! - krzyknęła w stronę pokoju
ochroniarzy, po czym nie minęła sekunda a przed nią stanął Marcel.
-Sama Pani nie może.
-Co? - zdziwiła się
-Polecenie Pana Niklausa. Przykro mi, muszę jechać z Panią - powiedział,a ona wzniosła oczy ku niebu.
-Dobrze, więc chodź - powiedziała wołając windę.

* * *

Siedział w gabinecie odliczając minuty pozostałe do końca spotkania. Cóż, dziś był mało skoncentrowany, szczególnie na jego oddziale firmy w Japonii.
-Panie Mikaleson? - zapytał jeden z jego dyrektorów.
-Tak, zgadzam się - powiedział, nie do końca wiedząc na co konkretnie się zgodził - czy to już wszystko?
-Tak.
-Więc dziękuję wam bardzo za przybycie - powiedział, i nie żegnając się z nikim wyszedł z firmy.
Bębniąc rękami o kierownicę myślał tylko o tym, ze zaraz będzie w domu, i siądzie z nią na kanapie, przyciągnie ją do siebie, i będzie tulił do siebie przez całe dwie godziny filmu. Uzależnił się od jej obecności. Uwielbiał myśleć, że jest gdzieś obok, czuł się wtedy spokojnie. Wjechał do podziemnego parkingu, i stanął na swoim stałym miejscu. Od razu spostrzegł że obok niego nie ma auta blondynki.
Zdziwiony wybrał do niej numer, jednak jej telefon był zajęty. Zmarszczył brwi wierzdżając windą na ostatnie piętro. Wszedł do mieszkania i od razu dostrzegł ruch w kuchni. Poszedł w tamtą stronę, uśmiechając się do Pani Jonas.
-Gdzie Caroline?
-Pojechała, z Marcelem. Ale nie wiem gdzie. - powiedziała a on westchnął z zawodem, po czym bez słowa i z zimnym spojrzeniem skierował się do swojego gabinetu.

* * *

Weszła do windy kierującej do apartamentu cholernie zmęczona. Marcel, który stał koło niej, wydawał się być rześki tak samo jak i rano. Poczuła jak bardzo bolą ją stopy. Gdy tylko weszła do kuchni rzuciła torebkę na wyspę, i skierowała się do gabinetu Niklausa, widząc padającą stamtąd poświatę.
-Cześć - powiedziała wchodząc bez pukania. Nik siedział przy biurku, z zapaloną lampką.
-Hej - odpowiedział rozkładając się na fotelu i przecierając dłonią twarz.
-Jak Ci minął dzień? - zapytała siadając przed nim, na jakiś papierach. Uśmiechnął się. Kiedyś wściekłby się, że ktoś niszczy mu papiery, teraz jednak cieszył się z tego że ona tu jest. Złapał ją za rękę, po czym pociągnął tak że wpadła mu w ramiona. Zaśmiała się głośno, gdy zaczął całować każdy skrawek jej twarzy, w końcu docierając do ust. W końcu posadził ją sobie na kolanach, a ona skuliła się lekko i wtuliła się w jego ramiona.
-Był strasznie nudny - odpowiedział na jej wcześniejsze pytanie - A twój?
-Był strasznie pracowicie.
-Chodź - powiedział biorąc ją na ręce, zostawiając papiery porozrzucane po podłodze. Wyszedł z gabinetu i wszedł do pokoju w którym zawsze siedzieli. Położył ją na kanapie, i włączył film, siadając po chwili na fotelu obok.
-No chyba żartujesz. Chodź tu - powiedziała przesuwając się do przodu. Chłopak podniósł brew po czym położył się za blondynką, przytulając ją do siebie mocno.


__________________________________________

Czy tylko ja nie mogę się doczekać piątku?
Komentujcie.
Wasza, A.


piątek, 17 stycznia 2014

7. When your soul finds the soul it was waiting for.

(posłuchaj)

Pięć dni. Pięć dni potrzebowała by dosłownie wyjść z Siebie. 
Okej. Zawaliła sprawę, zasypiając w wannie. Dostała nauczkę w postaci zimnych, brejowatych okładów i obszernych dresów które musiała nosić jeszcze co najmniej dwa dni, zanim jej naskórek dojdzie do ładu. Rozumiała nawet to, że Nik zabronił wychodzić jej z domu, chodzić bez powodu po apartamencie, i brać kąpieli gdy nie ma go w domu.
Ale do jasnej cholery, gdy mężczyzna chce dosłownie siedzieć w TWOJEJ łazience, gdy bierzesz prysznic, albo gdy chce chodzić z Tobą wszędzie tłumacząc się "kontraktem z jej ojcem" to można było oszaleć. Do południa nigdy nie było go w domu, więc miała spokój w postaci gorącej herbaty i osobnym pomieszczeniu do czytania, które osobiście uznała za prywatną bibliotekę. I tak samo jak od trzech dni, siedziała tutaj, starając skupić się na czytaniu. Jednak, czy to jej wina, że w każdej męskiej postaci,z  każdej nawet najnudniejszej książki, widziała jego? Odłożyła na chwilę książkę starając się okiełznać swoje dziwne myśli. Mieszka u niego czwarty dzień. Spędzają razem nawet sporo czasu, zazwyczaj w odległości co najmniej półtora metra, ale zawsze mogą nacieszyć się swoją rozmową, taką jak na przykład wczoraj...

-Jak Ci minął dzień?- zapytał zasiadając na kanapie z dwoma miskami popcornu zrobionego przez Jonas. Spojrzała na niego z lekkim zapasem, jednak po chwili włączając w tym samym momencie film odpowiedziała siląc się na uprzejmy ton:
-Dobrze, a Tobie? 
-Też dobrze - uśmiechnął się lekko w jej stronę, jednak nie widząc odzewu zapatrzył się w film.

Siedząc tak, nawet nie usłyszała że drzwi do pomieszczenia sie otwierają, a o framugę opiera się sylwetka mężczyzny.
-Cześć - wyrwana z zmyślenia przestraszyła sie nie na żarty potrącając kubrek z gorącą herbatą. W jednej sekundzie Niklaus pojawił się przy niej.
-Nic Ci nie jest? - zapytał odsuwając jej fotel od kapiącego ze stolika napoju.
-Przestraszyłeś mnie - powiedziała wstając, i kierując się do kuchni. Zabrała kawałek ręcznika papierowego po czym wróciła do biblioteki. Starła stolik a on po prostu na nią patrzył.
-Jestem brudna? - zapytała w końcu zirytowana. 
-Nie. Dzwonił twój tata - powiedział a ona od razu się ożywiła.
-Coś się stało? Byłam u niego wczoraj, i mówił ze wszystko w porządku - powiedziała
-Nic mu nie jest, uspokój się - złapał ją za ramiona bo zaczęła chodzić w kółko.
-Więc, co chce?
-Powiedział że przetransportowują go do jakiegoś ośrodka, w którym będzie miał lepszą ochronę w jego przypadku. Powiedział że zadzwoni do Ciebie jak tylko go tam przewiozą.
-Ale gdzie? Jak?! Dlaczego nic mi nie powiedział? Pojechałabym z nim ! - krzyknęła podchodząc do telefonu. Wybrała jego numer, ale komórka nie odpowiadała. Wybrała numer Alfreda. Po kilku sygnałach usłyszała głos mężczyzny.
-Co z ojcem?
-Wszystko dobrze Caroline. Wyjechał do lepszej opieki. Nie chciał żebyś się martwiła. Woli żebyś zajęła się restauracją.
-Ale..
-Nie ma ale. A teraz przepraszam słońce, ale muszę kończyć - powiedział kamerdyner po czym po prostu się rozłączył.
-Chyba ich zabije - szepnęła.

* * * 

Siedziała na parapecie wielkiego okna z widokiem na cały Nowy Jork. Powoli zaczęły przytłaczać ją cztery ściany w których była uwięziona. Szczególnie że jej strażnikiem okazał się jej były kochanek. Przymknęła oczy znużona. Jakiego trzeba mieć pecha, żeby przy liczbie osób na całym świecie, trafić akurat na niego? - pomyślała uderzając lekko głową o szybę. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi.
-Proszę - powiedziała, na co klamka puściła a w pokoju pojawił się Elijah. Blondynka spojrzała na niego zdziwiona, a on tylko uśmiechnął się zawadiacko, jak to miał w swoim zwyczaju
-Porywam Cię, za chwile masz być na dole. - powiedział, po czym po prostu odwrócił się i wyszedł. Zdziwiona Forbes spojrzała na zegarek wskazujący dwudziestą trzecią. Mimo początkowych obaw, podeszła do szafy i wyciągnęła z niej na dół elastyczne legginsy, które mogła przeciągnąć przez towarzyszący cały czas jej nodze opatrunek, a na górę lekko za duży swetr który odziedziczyła jeszcze po swojej mamie. Uwielbiała go. Włosy związała w wysoki kucyk, po czym ubierając białe air maxy, wyszła z pokoju.

* * *

-Ale gdzie jedziemy? - pytała, cały czas próbując zdjąć czarną przepaskę z oczu
-Jak Ci powiem, to nie będzie niespodzianki - powiedział wciąż spokojny starszy Mikaeslon. Blondynka westchnęła głęboko.
-Jestem na pewno nieodpowiednio ubrana. Mogłeś chociaż powiedzieć że mam się jakoś ogarnąć - fuknęła obrażona, na co mężczyzna zaczął się głośno śmiać.
-Spokojnie, myślę że twój ubiór nie będzie miał dzisiaj żadnego znaczenia. W najbliższym czasie - owszem, ale teraz, na pewno nie. - uciął rozmowę, wyłączając silnik swojego Audi. Poczekała chwilę aż przejdzie na drugą stronę auta i pomoże jej wysiąść. Poczuła chłodny wiatr, i pożałowała że nie
zabrała ze sobą żadnej kurtki. Po chwili jego dłoń ją puściła, a ona spanikowała.

-Elijah? - zapytała, jednak on nic nieodpowiadająca ponownie złapał ją za dłoń. Poczuła prąd gdy dotknął jej ręki. Zmarszczyła brwi, jednak dalej szła w zaparte ciągnięta przez jego sylwetkę.
-Możesz zdjąć - usłyszała przy swoim uchu brytyjski akcent i zamarła. Opuściła opaskę, po czym oniemiała. Stała właśnie przed lokalem który wynajmowała, i który remontowała. Spojrzała na szydl nad nim " Magic Place". Niklaus chwycił jej dłoń, po czym dał jej klucze.
-Jak ty to? - zapytała oszołomiona, na co on lekko się uśmiechnął.
-Ostatnio mało mogłaś wychodzić, więc postanowiłem trochę Cię wyręczyć. Zmniejszyłem ilość spotkań. Elijah dopatrywał wszystkiego przedpołudniem, a potem ja go zmieniałem. - powiedział. Dziewczyna obejrzała się, jednak starszego Mikaelsona już nie było. - Wchodzimy?
-Ja.. jasne - odpowiedziała, po czym drżącymi rękoma sięgnęła do zamka. Gdy otworzyła drzwi, oniemiała. Niklaus w pięć dni, dokonał niemożliwego. Gdy ostatni raz tu była dopiero co pomalowali część ścian, a teraz? Stoły, meble, świeczki, kieliszki. Wszystko tak, jak chciała.
-Skąd wiedziałeś? - szepnęła, a on stanął za nią.
-Znalazłem kilka twoich projektów. Więc je wykorzystałem. Jeśli chcesz coś zmienić...
-Nie. Jest... idealnie. Dziękuję. - szepnęła dotykając jego dłoni. Po chwili zdała sobie sprawę z tego, że wszystko to jest prawdziwe, i podskoczyła z radości klaszcząc w dłonie.

* * *

Wrócili do domu grubo po drugiej, jednak żadne z nich nie przejmowało się późną godziną. Uśmiechnęła się do niego, siadając koło niego na kanapie, by rytualnie obejrzeć film.
-Porozmawiamy w końcu? - zapytał
-Cały czas rozmawiamy.
-Błagam Cię.
-No dobrze, co chcesz wiedzieć?
-Dlaczego płakałaś? Wtedy, w kuchni. Cały czas mnie to męczy.
-Pewnie wiesz że moja mama nie żyje. I domyśliłeś się ze dawno nie było mnie w Ameryce, co? - zapytała, a gdy on pokiwał głową twierdząco, kontynuowała - Bałam się tu wrócić. Bałam się wejść do domu. Bałam się pójść na cmentarz. I wiesz że dalej tego nie zrobiłam? Nie umiem. Nie potrafię sobie ułożyć w głowie, że jej nie ma. Minęło tyle lat, a ja wciąż sobie wmawiałam, że gdy dzwonie do domu, ona siedzi obok taty i mnie słucha. Do tej pory, słyszę jej głos.
-Rozmawiałaś z kimś o tym? - przerwał jej, ale ona pominęła jego pytanie.
-I najgorsze jest w tym wszystkim to.. że teraz jeszcze Bóg chce mi zabrać ojca. Jakbym już wystarczająco sama na tym cholernym świecie nie była. - powiedziała, na co on posłał jej współczujące spojrzenie. Mimo jej początkowych protestów, przyciągnął ja do siebie, i przytulił. Dopiero po chwili uspokoiła się, i po prostu wtuliła w niego. Tak dawno nie czuła jego zapachu z tak bliska. Podniosła lekko głowę, po czym pod wpływem impulsu sięgnęła jego ust. Zaskoczony chłopak dopiero po chwili oddał spokojny i wolny pocałunek. Gdy oderwała się od niego była bardziej przerażona niż wcześniej.
-Ja..przepraszam.. Ja nie chciałam.
-Nie?
-Znaczy.. ja.. - zaczęła, ale nie było jej dane skończyć, bo znów ją pocałował.

* * *

Obudziła się z potwornym bólem w karku. Rozejrzała się po pomieszczeniu zdając sobie sprawę, że zasnęła przed telewizorem, a za jej poduszkę robił tors Klausa. Zdziwiona podniosła się szybko, budząc przy tym chłopaka.
-Co się dzieje? - zapytał, a ona przypomniała sobie jak się całowali, a potem tulił ją do siebie przez cały wieczór.
-Nic. Nie powinieneś być w pracy? - zapytała, a on spojrzał na zegarek wskazującą za pięć dziesiątą.
-Cholera - mruknął chwytając wyciszony telefon. Po kilku sygnałach odebrała jego sekretarka.
-Andrea? Tak wiem. Nie. Odwołaj. Tak wszystko. Do zobaczenia. - zakończył połączenie, a ona sama się zdziwiła jak może być tak odmiennym człowiekiem? Raz jest czuły i kochany, a innym razem chłodny i władczy.
- O czym myslisz?
-O tobie - powiedziała, zanim ugryzła się w język. Starając się zachować twarz wstała z kanapy i ruszyła w stronę kuchni - Głodny?

* * *

Siedział w swoim gabinecie, i o ile przez jakiś czas był w stanie skupić się nad dostawą z Japonii, teraz nie był w stanie. Przed chwilą na jego domowe biurko trafił list, adresowany do rodzinnego domu Caroline. Przez chwilę myślał że to pomyłka, jednak na odwrocie zobaczył dopisek od Alfreda, mówiący że będzie przesyłał tego korespondencje do niego. Chłopak westchnął cicho, i odłożywszy swoje papiery, rozpakował list do ojca panny Forbes. Założył rękawiczki po czym zapalił sobie małą lampkę. Wyjął z brązowej koperty białą kartkę z pogróżkami. "Ona będzie następna" - brzmiał napis. Mikaelson chwycił kopertę po raz drugi i wyjął z niej zdjęcie Caroline. Tym razem zdjęcie przedstawiało ją, w oknie jego mieszkania. Upuścił ze zdziwienia zdjęcie podchodząc od razu do okna. Spojrzał w dół, mniejwięcej w stronę miejsca z którego mogła być wykonana fotografia. Był tam hotel. Dość drogi, dla przeciętnego mieszkańca. Zbyt tani, dla dobrego filantropa. Przymknął oczy, po czym usłyszał pukanie do drzwi, i szczęk zamka. Zdziwiony odwrócił się zdejmując szybko za plecami rękawiczki i wkładając je za pasek od spodni.
-Przeszkadzam? - w drzwiach stała blondynka, ubrana w krótkie spodenki, długie podkolanówki do footbolu i obcisłą bluzkę. Przęłknął ślinę, przecząco kręcąc głową. - Przyszłam dać Ci to osobiście. Chciałabym żebyś tam był - mówiła podchodząc ze złotą kopertą w dłoni. Podała mu ją, a on od razu wyjął jej zawartość.
-Caroline, nie wiem czy w za dwa tygodnie będziesz już w stanie prowadzić restauracje - powiedział patrząc na zaproszenie na oficjalne otwarcie knajpy.
-Oj błagam Cię! - żachnęła - już czuje się dobrze, a za dwa tygodnie będę zdrów jak ryba.
-No nie wiem - mruknął. Podszedł do niej bliżej i schował jej za ucho wystający kosmyk blond włosów. Jak zwykle znieruchomiała i przestała na chwile oddychać, patrząc na niego tymi łanimi oczami. Uśmiechnął się lekko pochylając się nad nią. - Chyba że mnie przekonasz.
-Panie Mikaelson. Myślę że się pan trochę zagalopowywuje. Ja tu przychodzę z białą flagą! - wykrzyknęła śmiejąc się
-Zjesz ze mną kolacje? - wypalił, a ona spojrzała na niego a potem na zegarek wskazujący piętnastą.
-Teraz? - zapytała
-Wieczorem. Zarezerwuje gdzieś stolik.
-Tylko jeśli ty stawiasz - powiedziała poważnie, a on usmiechnął się szeroko.

* * *

Od godziny stała przed szafą, marząc o tym żeby w jakiś czarodziejski sposób znalazła się tu jej ukochana sukienka, którą musiała zostawić w swoim domu. A może Elena ją jej podebrała? Pokiwała przecząco głową, po raz kolejny przeszukując swoją szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego na kolację z miliarderem. Od dawna nie była na randce, o ile można tak nazwać tę kolację.
Tym bardziej, nie była od dawna na jakimkolwiek spotkaniu sam na sam z mężczyzną. Jej ostatni raz był z... nim. 
W końcu, mało przekonana, wybrała małą-białą, która idealnie podkreślała jej talię. Sukienka była bez ramiączek, a od talii w dół, była rozkloszowana. Do tego, ubrała wysokie, beżowe koturny bez palców, wiązane na kostce i uśmiechnęła się do siebie w lustrze. Na ramiona ubrała biały,
kaszmirowy sweterek, po czym włożyła wiszące kolczyki. Gdy w końcu uznała że jest gotowa, wyszła z pokoju. Schodząc po schodach spodziewała się Klausa czekającego na nią u ich stóp. Ale ku jej zawodzie, mężczyzny wogóle nie było w pomieszczeniu. Podeszła do gabinetu, a jej kroki odbijały się echem po pomieszczeniu. Zapukała, po czym weszła po cichu, sztywniejąc z zachwytu. Mężczyzna stał do niej tyłem, ubrany w ciemne Jeansy, białą i obcisłą koszulę. Spojrzał na nią, słysząc jej kroki i na jej widok, lustrując ją od stóp do głowy uśmiechnął się szeroko, wyłączając telefon.
-Ślicznie wyglądasz - powiedział zakładając na siebie czarną marynarkę.
-Ty też prezentujesz się całkiem nieźle - odpowiedziała, podchodząc do niego i poprawiając mu czarny krawat.
-Nie jestem tylko pewnien czy powinnaś nosić już wysokie buty. I zdejmować opatrunek.
-Nie mam nawet śladu po oparzeniu - powiedziała, po czym bez zbędnych słów chwyciła go pod ramię i wyszła z mieszkania.

* * *

Siedzieli w uroczej knajpce. Kelnerka już do nich szła, spóźniona o kilka minut, jednak oni napawali się swoim toważystwem, nie zważając na czas.
-Pan Mikaelson - powiedziała kobieta czekając na ich zamówienie. Restauracja była z najwyższej półki, więc obsługa musiała znać nazwisko każdego zamawiającego.
-Poproszę awokado nadziewane owocami morza - powiedział nie zerkając nawet do karty. Spojrzał na blondynkę.
-A Pani, Pani Mikaelson? - zapytała ponownie kelnerka, na co Caroline o mało nie zachrztusiła się swoją śliną.
-Poprosimy dwa razy to samo - zdecydował za nią mężczyzna, uśmiechając się do niej uroczo.
-Awansowałam na Panią Mikaelson? - zapytała, na co Nik się głośno zaśmiał.
-Pasuje do Ciebie to nazwisko - powiedział, a usmiech nie schodził z jego twarzy.
-Cóż, mam nadzieje że Elijah jest wciąż wolny

* * *

Siadł na swoim ulubionym fotelu rozluźniając krawat. Kolacja była... wspaniała. Jej twarz, jej uśmiech, jej oczy. Wszyscy mężczyźni w lokalu, gdy tylko się pojawiła, jedliby jej z ręki. A ona, była tam z nim. Uśmiechnął się do siebie, słysząc w głowie jej głos "Awansowałam na Panią Mikaelson?". Gdy wypowiedziała to zdanie, w jego umyśle pojawił się obraz jej, w białej sukni. Jezu Nikalus, o czym ty myślisz?. Usłyszał szmer. Zdziwiony podniósł się z krzesła, po czym poszedł w stronę dźwięku. Światło w pokoju telewizyjnym się zapaliło, a on przez szparę w drzwiach zobaczył postać Caroline siadającą na łóżku z kocem w ręku. Wszedł bez ogródek do pomieszczenia, po czym spojrzał na nią z surowym wyrazem twarzy.
-Miałaś się położyć - powiedział, a ona podskoczyła na kanapie, łapiąc się za serce.
-JEZU. Chcesz mnie zabić?
-W tym momencie mógłbym się zastanowić. Sama powiedziałaś, że jutro musisz pojeździć po hurtowniach. A teraz siadasz tak późno przed telewizorem? - pytał, a ona z każdą sekundą czuła się bardziej jak małe dziecko.
-Nie mogłam zasnąć - mruknęła, a on złagodniał. Zabrał jej pilota z ręki, po czym chwycił ją na ręce. Pisnęła z przerażeniem łapiąc się kurczowo jego szyi. -Co ty robisz?
-Kładę Cię spać.
-Niklauuuus - przełużyła sylabę robiąc do niego maślane oczy, jednak on niewzruszony wszedł do jej pokoju kładąc ją na łóżku. Po chwili zdjął buty i położył się obok niej, przytulając.
-Dziękuję. - szepnęła wtulając się w niego.


_______________________________________________________________

Kochane, po pierwsze, przepraszam ze nie było mnie tak długo.
Po drugie, zapraszam was na mojego bloga :  https://youcursemyname.blogspot.com   : )
I po trzecie. CZY TO SIE DZEJE NAPRAWDĘ? <SIKA>


(0,7 sekunda - Caroline i Klaus... jezu ty mój kochany)
JAK BOGA KOCHAM, PRZESTAŁAM WIERZYĆ W TO, ŻE TO SIĘ KIEDYKOLWIEK JESZCZE STANIE !!!


sobota, 9 listopada 2013

6. I’m breaking free from these memories

(POSŁUCHAJ)



Od dwudziestu minut ciągnęli się w korku, w samym środku Nowego Jorku. Jak się dowiedział od brata "Caroline jest bezpieczna". Gdzie była? "Zobaczysz". Jedyne co go denerwowało tak, jak kpiący uśmieszek Elijah, to myśl że może.. oni... razem? Niklaus potrząsnął lekko głową, aby odrzucić od siebie te myśli. Niby nic do niej nie czuł.. Ale wczoraj, kiedy wziął ją całą roztrzęsioną w ramiona, a potem biorąc na ręce zaniósł do łóżka, poczuł się za nią odpowiedzialny w stu procentach. Jakby była dla niego najważniejszą osobą na świecie, jakby jej bezpieczeństwo teraz było priorytetem. W chwili gdy zobaczył po raz pierwszy zdjęcie jej zakrwawionej matki, nie mógł wyobrazić sobie tego, co czuła, gdy jako nastolatka znalazła ją w takim stanie. Wczorajsza noc, dosłownie odzwierciedliła to co ona czuje. Co sprawiło mu jeszcze większy ból. 
-Dojechaliśmy - usłyszał głos brata, po czym rozejrzał się, gdzie mniej więcej są. Stali na małym parkingu, tuż przed opuszczonym lokalem, którego okna zaklejone były folią malarską. Klaus spojrzał zdezorientowany na Elijah.
-Wiesz, niby mówiłeś, że nikt jej nie porwał, ale gdybym miał cokolwiek takiego zrobić, to to byłoby miejsce w którym bym ją przetrzymał - mruknął podążając za jego krokami. Brunet przewrócił oczami słysząc jego słowa. Otworzył drzwi do pomieszczenia, po czym wpuścił brata. Widok zwalił Nika z nóg. Na samym środku zaklejonej podłogi leżało radio, z którego leciała muzyka. Przy jednej ze ścian stała Elena, przy drugiej Bonnie, a Caroline klęczała przy jednej z listw przypodłogowych próbując dokręcić kontakt. Zdziwiony spojrzał pytająco na starszego Mikaelsona, ale ten jedynie wzruszył ramionami ruszając w głąb pomieszczenia. Nik dopiero po chwili zauważył że wszyscy ubrani są w robocze ciuchy. 
-I co, załatwiłeś tą sprawę niecierpiącą zwłoki? - zapytała Caroline z przekąsem, cały czas starając się dokręcić ostatnią ze śrub.
-Tak, przyjechała tu ze mną - zaśmiał się Elijah, a blondynka w mgnieniu oka odwróciła się w ich stronę, od razu zerkając na surową minę Niklausa. Przez chwilę bała się jego spojrzenia.
-Nie komentuj - zagroziła mu palcem, jednak ten tylko podszedł, po czym chwytając ja pod ramionami postawił do pionu.
-Nie mam zamiaru. Wracasz do domu - powiedział ruszając do drzwi. 
-Chyba Cię pojebało! - powiedziała dość głośno Caroline, na co przyjaciółki wraz z Elijah postanowili ulotnić się do wyremontowanej już kuchni.
-Czego do jasnej cholery nie zrozumiałaś w słowach "NIE RUSZASZ SIĘ BEZ OCHRONIARZY"? - wykrzyknął odwracając się do niej
-Ile ja do cholery mam lat ?! Robisz ze mnie małą dziewczynkę, która nie potrafi się o siebie zatroszczyć! NIE JESTEŚ MOIM OJCEM - wydarła się
-Ale robię to o co mnie prosi ! W PRZECIWIEŃSTWIE DO CIEBIE - wywarknął jej w twarz, stojąc od niej jakieś trzydzieści centymetrów. To był cios poniżej pasa. Dziewczyna podeszła do drzwi po czym otworzyła je na roścież. Cała buzowała, a jej oddech stał się o wiele za płytki.
-Wyjdź.
-Nie wyjdę bez Ciebie. - powiedział składając ręce na wysokości ramion. Blondynka oniemiała. Zachowywał się jak DZIECIAK. Jedyne czego brakowało to żeby tupnął nogą na potwierdzenie swoich słów.
-W takim bądź razie - warknęła zatrzaskując drzwi i podchodząc do niego - będziesz tu siedział, aż nie skończę wszystkiego zaplanowanego na dziś - powiedziała uśmiechając się słodko, po czym wróciła do swojej pracy. 

* * * 

Siedzieli w pomieszczeniu około pięć godzin. Elijah, Bonnie i Elena zniknęli kilkadziesiąt minut wcześniej, wykręcając się pakowaniem i załatwianiem biletów. Caroline od jakiegoś czasu malowała ścianę na piaskowy kolor. W niektórych momentach nie mogła dosięgnąć więc co chwile przestawiała drabinę, doprowadzając siedzącego przez ten cały czas na krześle Nika do szału. W końcu mężczyzna zdenerwował się na dobre i zdjął marynarkę. Szybko podwinął rękawy białej koszuli, i schował do kieszeni swojego Blackberego przez którego odwoływał wszystkie spotkania umówione na dzisiaj. Chwycił jeden z wałków, i nazwyczajniej w świecie zaczął malować ścianę. W garniturzę od Armaniego. 
-C..co ty robisz? - blondynka dopiero po chwili zorientowała się co robi Mikaelson.
-Pomagam Ci. W tym tempie nigdy nie wrócimy do domu - warknął, a dziewczyna stała jak wbita w ziemię, z wałkiem w ręce, po prostu na niego patrząc. - Nie gap się, tylko maluj. Chciałbym już być w domu.
Bez słowa dziewczyna zabrała się za pracę. Ze swojej perspektywy mogła obserwować swojego "ochroniarza". Biała koszula opinała się na dobrze zarysowanych mięśniach a podwinięte rękawy odsłaniały silne ręce. Twarz miał napiętą. Dobrze zarysowane kości policzkowe, które dodawały powagi, a w chwili gdy się uśmiechał pomagały tworzyć piękne dołeczki. Uwielbiała jego uśmiech. Nie przyznała mu się, ale gdy zasypiała w jego ramionach, jeszcze w Londynie, lubiła wyobrażać sobie że tak będzie już zawsze. Zawsze będzie się budziła, i pierwsze co ujrzy to jego uśmiech.
-Caroline, skończyłaś? - zapytał mężczyzna, a ona pokiwała głową przecząco. Podsunęła sobie po raz kolejny drabinę, po czym zaczęła malować ścianę przy suficie. Jej wzrok przykuł Nik, który rozwinął swoje rękawy zapinając guziki przy nadgarstkach podchodząc w tym czasie do jej miejsca pracy i oceniając ją. Po sekundzie jej ściana była pomalowana, a ona zaczęła schodzić z drabiny. Jej noga podwinęła się, przez co z głośnym krzykiem zaczęła lecieć do tyłu. Poczuła ból w plecach, gdy upadła na coś nad wyraz miękkiego jak na podłogę. Otworzyła oczy, po czym usłyszała jęk koło swojego ucha.
-Kobieto, zabijesz mnie - dziewczyna ze strachu przewróciła się na drugą stronę, przez co jej twarz znajdowała się w odległości pięciu centymetrów od twarzy Mikaelsona. Zrobiła przerażoną minę. Była pewna że obydwoje poczuli to samo napięcie między sobą. Niklaus lekko przekrzywił swoją twarz, z uwagą obserwując jej minę. Ciężko oddychała. Miała ochotę go pocałować. Przymknęła lekko oczy, myśląc co zrobić, lecz nim Klaus miał jakąkolwiek możliwość ruchu, ona po prostu wstała z podłogi, i ruszyła do drzwi po drodze składając drabinę. Nie spojrzała na niego, jednak wiedziała że dalej leży na podłodze. Wiedziała że zniszczyła kolejną piękną chwilę. Ale tak już miało pozostać. Włożyła drabinę do kantorka, po czym odwróciła się do swojego wybawiciela.
-Jedziemy do tego domu?

* * *

-Jadłaś coś w ogóle dzisiaj? - zapytał Nik gdy wychodzili z windy. Dziewczyna pokiwała twierdząco głową, okłamując go. Mikaelson nie chciał drążyć tematu, dlatego poszedł do swojego biura, a ona od razu skierowała się do łazienki w swoim pokoju. Gdy tylko weszła napuściła sobie do przestronnej wanny z ślicznym, miękkim zagłówkiem, wody z bąbelkami. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Piękna toaletka na której ułożyła wszystkie swoje kosmetyki lśniła teraz oświetlana dodatkowymi światłami. Wyjęła z półki przy wejściu ręcznik, po czym weszła pod gorącą wodę i dopiero poczuła spokój. Jej oddech stał się spokojny, a myśli czyste. Przypomniały jej się czasy w Londynie, gdy zmęczona wracała ze studiów i wtapiała się w taflę gorącej wody. Kochała gotować, ale czasami nauka była dla niej wielką udręką. Dzisiejszy dzień też nie należał do najlżejszych. Najpierw awaria instalacji, przez co musiały zawołać do siebie Elijah, potem przyjazd Niklausa. Młodszy Mikaelson był ostatnią osobą od której chciała otrzymać pomoc. Nie w jej jedynym, doskonałym dziele. Po dłuższym czasie spuściła część wody z wanny, by zaraz włączyć na nowo gorącą wodę, i poczuć tą samą ulgę co zawsze. Zamknęła oczy. Wzięła wcześniej przygotowaną książkę po czym zaczęła czytać. Po jakimś czasie zrobiło jej się gorąco. Wstała z wanny zawijając
swoje ciało w ręcznik. Podeszła do lustra tuż przy toaletce. Cały czas było jej nadzwyczaj gorąco. Wytarła się ręcznikiem, po czym nałożyła swój szlafrok. Usiadła na małym krzesełku i nałożyła krem nawilżający. Spojrzała na siebie surowo. Blondynka, o zwyczajnej figurze, z jasnymi oczami. Była przeciętna. Jak ktoś by mógł na nią zwrócić uwagę? No, nie liczymy sytuacji w której była pijana i w skąpych ciuchach. Westchnęła lekko, po czym wyszła z łazienki. Na widok Nika siedzącego na skraju jej łóżka wydała z siebie zduszony okrzyk.
-Co ty tu robisz? Nie wiesz co to pukanie? -warknęła, szczelniej owijając się szlafrokiem. Jednak on nawet na nią nie spojrzał. Cały czas siedział z łokciami opartymi na kolanach, patrząc na podłogę. - Klaus?
-Czemu odkąd wróciliśmy mówisz do mnie Niklaus, albo Klaus? - zapytał znienacka. Skrzywiła się lekko.
-Nik, to osoba którą zostawiłam w Londynie - powiedziała, a on nagle wstał.
-Problem w tym, kochana, że jestem tą samą osobą, ale odkąd wiesz kim jestem, boisz się mnie nawet D O T K N Ą Ć - wycedził ostatnie słowo stojąc pół kroku od niej, i świdrując ją spojrzeniem.
-Wiesz dobrze o co chodzi.- powiedziała, czując jeszcze większy gorąco. gorąc.
-WŁAŚNIE TO CI PRÓBUJE POWIEDZIEĆ. NIE MAM POJĘCIA O CO CI CHODZI! - wykrzyknął gestykulując. Przymknął oczy starając się uspokoić - Gdy zobaczyłem Cię w swoim gabinecie, jedyne o czym pomyślałem, to to, że dostałem cholerną szansę, na to żeby w jakiś chory sposób być z Tobą szczęśliwy. Na początku, myślałem że grasz przed ojcem. Potem, stwierdziłem że może to moja wina. Ale ty cały czas, zachowujesz się, jakbyś mnie nienawidziła. A nie masz do tego powodu. - zakończył swój wywód, patrząc na nią z góry. Podszedł do niej jeszcze bliżej. Położył swoją dłoń na jej talii a ona poczuła przyjemny dreszcz. Nie wiedziała co powinna mu odpowiedzieć. Bała się. Cholernie bała się uczucia które tkwiło w jej brzuchu. Czuła jakby miała unieść się nad ziemią. - Odpowiesz mi? - zadał pytanie a ona pokiwała przecząco głową. Mężczyzna zamknął oczy kręcą głową. I wtedy stało się to czego tak bardzo się obawiała. Nik w gwałtowny sposób przycisnął ją do ściany całując zachłannie. Mimo sprzeciwiającego się głosu w jej głowie, otworzyła usta pozwalając mu na dogłębniejsze pocałunki. Usłyszała stukanie gdzieś w oddali, ale się tym nie przejęła. Niklaus podniósł rękę z jej talii przeczesując palcami jej włosy, i przyciskając ją do siebie jeszcze mocniej. Jego ruch spowodował, iż szlafrok nieznacznie się poluźnił. Niczym nie skrępowana Caroline, w podnieceniu zaczęła rozpinać jego koszulę, na co on lekko mruknął w jej usta. Bez problemu uniósł kobietę za pośladki, pozwalając jej objąć się w pasie. Przeniósł się na lóżko delikatnie się na niej kładąc. Nagle przestał ją całować a ona zdziwiona otworzyła oczy, spoglądając na opierającego się nad nią Nika. Zrobiła zdziwioną minę. Było jej coraz bardziej gorąco. Dopiero gdy się od niej oderwał usłyszała coraz głośniejsze walenie w drewno. Podniosła lekko głowę, ale to nie do jej drzwi ktoś się dobijał.
-Obudź się, Caroline - powiedział Nik, po czym poczuła że upadła w czarną przestrzeń. Usłyszała huk, i dopiero teraz otworzyła oczy po raz kolejny. Poczuła parzące ciepło rozejrzała się zdezorientowana, jednak nim zdążyła zareagować, zimne ręce chwyciły ją i wyciągnęły z wanny. Słyszała chlust wody, a po chwili poczuła zimno satynowej pościeli.
-Coś ty sobie myślała? Mogłaś się zabić - usłyszała JEGO głos. Dopiero wtedy spostrzegła że mężczyzna jest cały mokry a z łazienki wypływa woda wprost na perski dywan rozłożony w sypialni.
-C..co się stało? - poczuła jak zachrypnięty był jej głos. Czuła piecznie na skórze. Spojrzała na swoje nogi, do połowy zakryte ręcznikiem od razu zauważając lekkie zaczerwienienie. Nik jednak jej nie odpowiedział, ponieważ chodził po pokoju, mocząc doszczętnie podłogę i rozmawiając przez telefon.
-Lekarz zaraz przyjedzie. Boli Cię? - zapytał, siadając na brzegu łóżka.
-Ja.. - rozejrzała się po zniszczonej podłodze i dywanie - przepraszam za dywan... - szepnęła spuszczając wzrok. Przez chwile nie było reakcji na jej słowa. Dopiero po jakimś czasie Niklaus zaczął się śmiać.
-Przepraszasz mnie, bo zniszczyłaś mi dywan? Oszalałaś? - zapytał, a ona spojrzała na jego twarz, zdezorientowana. - Caroline, wiesz jak się martwiłem, kiedy przyszedłem do Ciebie, przeprosić Cię za to że dziś wrzeszczałem, a ty mi nie odpowiadałeś? A potem wszedłem, zobaczyłem wodę przy drzwiach, i ty dalej mi nie odpowiadałaś, naprawdę, wyobraziłem sobie najgorsze. Nie pójdziesz więcej do łazienki, bez mojej zgody - zagroził palcem, po czym przyłożył jej dłoń do czoła. Ona jedynie na niego patrzała. Przypomniała sobie całe to zdarzenie, które okazało się jej snem. Przypomniała sobie każdy jego dotyk, każdy jego pomruk. Wszystko to było takie.. wyraźne.
-Caroline? - zapytał po chwili, łapiąc ją na tym, że się mu przygląda. Nie odpowiedziała, więc postanowił dać jej chwile samotności. Wstał z łóżka, lecz gdy już miał odchodzić poczuł jej gorącą
dłoń na swojej. Odwrócił się zaciekawiony.
-Ja.. nie, nic. Ja... Dziękuję. - szepnęła, po czym opadła w czarną nicość.


* * *

Wiem, jest coraz gorzej. Coraz gorsze rozdziały, coraz gorsza jakość.
Przepraszam.
Piszcie w komentarzach wszystko co wam nie pasuje :)
Z góry dziękuję :P

wtorek, 5 listopada 2013

5. You promised me you'd be around, that's right.

(POSŁUCHAJ)



-Jak ja mogłam się na to zgodzić? - warknęła zdejmując z siebie długą suknię i zostając w samej czarnej koronkowej bieliźnie z figami kończącymi się w jej talii, tak aby zrobić ostre wcięcie. Rzuciła na łóżko kreację od ojca, po czym weszła do szerokiej garderoby, od razu wyciągając torbę podróżną. Gdy tylko wyszła z pokoju ojca, starała się dogadać z Nikiem, że ona zostanie u siebie, a on będzie udawał że jest z nim. Ale nie, wielki Pan Mikaelson nie może przecież pomóc, tylko musi niczym dobry piesek wykonywać wszystkie polecenia swojego pana. Dziewczyna spakowała kilka bluzek, swetrów, spodni, jedną sukienkę, bieliznę po czym wcisnęła w kieszeń obok robocze ciuchy, którymi były czarne leginsy i stary za duży szary cardigan. W mniejszą torbę wpakowała szpilki, trampki i workery. Przeszła do swojego pokoju chwytając wielką torebkę-worek, i jednym ruchem ręki zmiotła całą toaletkę do środka. Chodziła wściekła między garderobom a pokojem sprawdzając czy aby na pewno niczego nie zapomniała. Usłyszała ciche pukanie do drzwi, po czym dźwięk otwieranego zamka. Wyszła z garderoby, po czym pisnęła dość głośno, widząc młodego Mikaelsona. Od razu pochwyciła
ręcznik ze swojego łóżka.
-NIKLAUS, JESTEM PRAWIE NAGA! WYJDŹ! - speszona odwróciła się tyłem do niego, a jego odzewem był tylko głośny śmiech.
-Mówisz to tak, jakbym niczego nigdy nie widział. Zbieraj się, już po pierwszej nad ranem, a niektórzy idą rano do pracy - mruknął zbierając jedną z zapełnionych toreb i od razu wychodząc.
-Też idę do pracy idioto - powiedziała z wyrzutem do zamkniętych drzwi, przypominając sobie o niewyremontowanym lokalu, który wynajęła by otworzyć swoją wymarzoną restaurację. 

* * * 

Wyszła z czarnego Audi słysząc od razu że obok jej auta parkują się cztery inne. Niklaus, a za nimi jego wszyscy ochroniarze. Gdy tylko zobaczyła całą zgraję, wiedziała już dlaczego tu jest. Tutaj, na podziemnym parkingu, jednego z najwyższych hoteli w mieście, a nie u siebie w domu. Jak się dowiedziała przed wyjazdem, Mikaelson zamieszkuje dwa najwyższe piętra hotelu, i ma swoją prywatną windę. Co zrobiło z niego jeszcze większego dziwaka niż zazwyczaj. Z podniesioną głową, nawet nie spoglądając na Nika ruszyła za barczystymi mężczyznami do srebrnej windy na kod. 
-Żeby wejść do góry, musisz wprowadzić kod. Zmienia się raz na tydzień, i znają go wszyscy ochroniarze. Jeżeli będziesz chciała wyjść z domu, dwóch z nich zawsze będzie Ci towarzyszyć. Twoje auto na razie nie będzie potrzebne, dlatego nie wiem dlaczego się tak upierałaś do zabrania go. - mówił Klaus cały czas starając się zwrócić na siebie jej wzrok, jednak bez skutku. Ona go tylko słuchała w spokoju - No ale nieważne - kontynuował - Zajmiesz starą sypialnię mojej siostry, z czasów gdy mieszkała u mnie. W domu jest oprócz ochrony jeszcze Pani Joas. To gosposia, głównie zajmująca się gotowaniem. - zakończył swoje instrukcje w chwili gdy wjechali na trzydzieste piętro opisane "Mr. Niklaus Mikaelson". Spodziewała się zastać surowe, nowoczesne wnętrze, jednak lekko się pomyliła. Korytarz z windy od razu prowadził do wielkiego przejścia, z którego widać było jadalnię, z pięknymi, drewnianymi brązowymi krzesłami i stołami. Zaraz obok była wyspa kuchenna, i dobrze wyposażona kuchnia. 
-Tam jest mój gabinet - wskazał na dębowe drzwi. Ochrona rozpłynęła się w powietrzu, wchodząc do pomieszczenia które otwierało się na magnez. Skrzywiła się lekko, lecz jej wzrok przykuły piękne schody, podobne do tych w jej domu. Pierwszy raz widziała takie coś w mieszkaniu, a nie w domu. Ruszyła za Niklausem, widząc jak wspina się do góry po marmurowych schodach. - To będzie twój pokój. Rozgość się - powiedział otwierając jej drzwi i zostawiając ją samą. W pokoju już znajdowały się jej rzeczy. Pomieszczenie było ładne. Kobiecie. Położyła się na łóżku myśląc tylko o tym, w co się do cholery wpakowała. 

* * * 

Przetarł dłonią oczy. Od kilku godzin siedział przy papierach, które dostał od kamerdynera Forebsa. Każda groźba. Każda litera naklejona z innej gazety, niczym w jakimś tanim filmie kryminalnym. Na każdym ten sam, podpis. Do każdego dołączona te same,  fotografie zrobione tym samym starym aparatem na kliszę. Na jednym piękna, blond kobieta leżąca na łóżku z nożem wbitym prosto w serce. Każdy skrawek białej pościeli zakrwawiony wraz z całą sukienką kobiety. Na drugim Caroline w jeden z Londyńskich kawiarni. Na obu była ta sama data z innym rokiem i dopisek. Na zdjęciu Pani Forbes "Pamiętasz to?" a na zdjęciu Caroline "Jeśli nie, to spokojnie. Niedługo wszystko Ci się przypomni". Mężczyzna oparł łokcie o biurko. Nie mógł złapać żadnego punktu odniesienia, oprócz tego, że osoba robiąca zdjęcia wiedziała doskonale gdzie jest Caroline. I że czeka już rok, bo jej zdjęcie wykonane było w zeszłym roku. Do dokładnie tej samej daty pozostał ledwo ponad miesiąc. Z dat dopisanych prze Forbesa na kopertach wywnioskował, że groźby są coraz częstsze. Nagle usłyszał szmer. Spojrzał przez szparę w drzwiach, i dopiero po chwili spostrzegł że w którymś pomieszczeniu było zapalone światło. Spojrzał na zegarek. Było nieco po piątej. Cicho niczym mysz zgasił lampkę przy biurku, po czym otworzył szufladę z której wyjął broń. Wstał po czym powoli wyszedł z pokoju kierując się w stronę zapalonego światła w kuchni. Stanął przy ścianie słysząc kolejny szmer. Przeładował po czym wychylił się szybko z za rogu mierząc w intruza. Blondynka stojąca przy wyspie w kuchni, na jego widok wrzasnęła głośno chowając się pod szafkę. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego że w jego domu znajduje się Caroline. Szybkim spojrzeniem omiótł pomieszczenie, od razu zauważając że na stole młoda Forbes coś gotuje. 
-Czyś ty oszalał? - usłyszała głos kobiety.
-Możesz wyjść. Przestraszyłaś mnie. Nie możesz się tak skradać. - powiedział opierając się o ścianę. dziewczyna wyłoniła się powoli zza półki kuchennej a jego widok zbił go z nóg. Miała podkrążone oczy, całe fioletowe od dołu. Włosy spięła w wysokiego koka na środku głowy, a policzki miała mokre od łez. Jednak mimo wszystko wyglądała cudownie. Bynajmniej na tyle ze miał ochotę ją przytulić.
-Caroline. Co się dzieje? - zapytał zmartwiony, jednak ona wróciła do wyrabiania ciasta nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. - Odpowiedz mi - warknął podchodząc do niej, i chwytając ją stanowczo za łokieć. 
-Nic. Niklaus. Zostaw mnie. Ok? - powiedziała, dalej na niego nie patrząc. 
-Spójrz na mnie do cholery - krzyknął, przez co dziewczynie puściły wszelkie hamulce. Bez zbędnych słów wtuliła się w jego szeroką klatkę piersiową wybuchając płaczem. Nie mogła spać. Choroba ojca, powrót do domu, wszystkie emocje związane z przygotowaniami. Wszystko wpływało na jej nastrój negatywnie, co w końcu skończyło się tragicznie. Zaskoczony mężczyzna, dopiero po chwili objął dziewczynę, kładąc swoją dłoń na jej głowie.
-Chodź. Położę Cię do łóżka.

* * *

Obudził się w fotelu, tuż przy łóżku blondynki. Na satynowej pościeli była jednak tylko kartka z podpisem "To była tylko chwila słabości. Nie przyzwyczajaj się Mikaelson". Mężczyzna uśmiechnął się lekko, idąc bezpośrednio do swojego pokoju. Po prysznicu, i przebraniu się, zszedł na dół, do jadalni w której już kręciła się Pani Jonas.
-Dzień Dobry - powiedział do staruszki, na co ta wysłała mu swój matczyny uśmiech. Kobieta nigdy nie dorobiła się własnych potomków, dlatego całą rodzinę Mikaelson kochała jak swoją
-Caroline już zjadła?
-Ależ, Pani Forbes już wyszła. Kilka godzin temu - kobieta oderwała się od mycia garnka, pozwalając sobie spojrzeć na minę szefa. Zaskoczony Nik wstał z krzesła od razu podchodząc do pokoju jego ochrony.
-Kto pojechał z Caroline - Naskoczył na Marcela, swojego głównego ochroniarza.
-Nikt, przecież ona jeszcze nawet nie zeszła
-JAK TO NIE !! - Mikaelson od razu doskoczył do swojego telefonu wybierając numer do blondynki, jednak jej komórka w ogóle nie odpowiadała. Czym prędzej zadzwonił do swojego brata, chcąc najzwyczajniej prosić o radę.
-Niklaus? - usłyszał w słuchawce głos Elijah.
-Caroline chyba porwano - od razu wyrzucił z siebie.
-Ona jest ze mną - odpowiedział zaskoczony brat - ale po jej minie, myślę że o tym wszystkim nie wiesz. Zaraz po Ciebie przyjadę. 



* * *

Dotrwałam. Mówi się, że jak napiszesz pięć, to dasz radę i pięćdziesiąt :D
Więc, miejmy nadzieje że dożyję tych pięćdziesięciu :D

KOMENTUJCIE : )